Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for 19 stycznia, 2013

Zbigniew Romaszewski wyrokiem warszawskiego sądu uzyskał prawo do zadośćuczynienia (w wysokości 192 tys. złotych) oraz odszkodowania (48 tys. złotych) za krzywdę w postaci wyroku sądu wojskowego z 1983 roku, który skazał go na 4 i pół roku więzienia za zorganizowanie podziemnego Radia Solidarność. W sumie 240 tys. złotych. Romaszewski określił ten sądowy werdykt jako „wyrównanie patologii panujących w Polsce”. Artykuł z Gazety Wyborczej zestawia tę wypowiedź z informacją, że były senator ma „zaledwie” 4 tysiące złotych emerytury, a jego żona 1700 zł i że zasądzone im pieniądze mają stanowić istotną pomoc w ostatnich latach ich życia.

Blisko 6 tysięcy złotych emerytury na parę małżonków to kwota, o której nie śnią nawet tysiące par emeryckich w Polsce. Wypowiedź ta pokazuje więc, że człowiek, który przez ponad dwadzieścia lat zasiadał w ławach polskiego parlamentu nie ma świadomości, w jakich warunkach żyją zwykli obywatele.

Ale problem leży znacznie głębiej. Trzecia Rzeczpospolita w ostatnich latach stworzyła akty prawne, które pozwalają ubiegać się o odszkodowania działaczom wolnościowym z okresu PRL. Muszą oni jedynie wnieść sprawę do sądu, tak jak zrobił to Romaszewski. Tekst ustawy, do jakiej dotarłam ogranicza jednak kwotę zadośćuczynienia do 25 tys. złotych. O resztę trzeba ubiegać się w oparciu o inne akty prawne. Zainteresowało mnie, czy rodziny ofiar na przykład z kopalni Wujek lub zabitych przez wojsko w Grudniu ’70 otrzymały jakieś odszkodowania po 1989 roku. Owszem, w 2009 roku przyjęto ustawę o zadośćuczynieniu rodzinom ofiar zbiorowych wystąpień wolnościowych w latach 1956—1989, która daje każdemu członkowi rodziny (małżonkowi, dzieciom i rodzicom) prawo do 50 tysięcy złotych, o ile złożą do stosownego organu wniosek do roku 2019 oraz jeśli nie otrzymali z tego tytułu płatnej jednorazowo renty specjalnej.

50 tys. za gwałtowną śmierć osoby bliskiej wobec 240 tys. za 3 lata więzienia (Romaszewski nie odsiedział całego wyroku). To problem pewnej nierówności. Jest jeszcze kwestia tego, że senator Romaszewski jest osobą powszechnie znaną i jego sprawa od początku był sprawą dość głośną. Wdowa po górniku z kopalni być może nie wie, jakie odszkodowanie jej przysługuje, nie wie, że mogłaby walczyć w sądzie o więcej, nie ma znajomych prawników ani technicznego wsparcia. Za to toczący się przez lata proces o sprawców śmierci górników w kopalni Wujek mógł odebrać jej wszelką nadzieję na dochodzenie sprawiedliwości w polskim sądzie.

Czy sprawiedliwym jest przyznanie senatorowi Romaszewskiemu 240 tys. złotych na „godne życie”, gdy inny organ tego samego państwa, Narodowy Fundusz Zdrowia, odmówił innemu działaczowi Solidarności z lat 80., Edwardowi Kubisiowskiemu sfinansowania drogiej terapii nowotworowej. Kubisiowski zmarł w wyniku choroby w 2011 roku, a miesiąc później prezydent przyznał mu Krzyż Wolności i Solidarności, co zszokowało rodzinę. Jak to możliwe, że mój tato dostał za walkę o wolną Polskę Krzyż Solidarności, a tej solidarności zabrakło, gdy zachorował? – pyta córka Kubisiowskiego. Oczywiście, procedury NFZ to co innego niż ustawa o zadośćuczynieniach i niezawisłe decyzje sądu, ale nie możemy zapominać, o co walczyli działacze solidarnościowi jak Romaszewski i Kubisiowski. Czy nie była to przypadkiem Polska sprawiedliwa, troszcząca się o wszystkich swych obywateli, egalitarna i demokratyczna? Czy zasada solidarności nie polega na tym, że ci, którzy mogą i mają pochylają się nad tymi, którzy nie mogą i nie mają? Że tworzy się instytucje, które wspierają najsłabszych? Czy nie o to chodziło KOR-owi, w którym aktywnie działał Romaszewski? Pomóc opuszczonym, osamotnionym, potraktowanym brutalnie i niesprawiedliwie?

Jak szybko o tym zapomniano, siedząc w ławach parlamentarnych, w miękkich fotelach ministrów i rad nadzorczych spółek skarbu państwa, jeżdżąc służbowymi limuzynami, chodząc na bankiety, korzystając z nowej Polski, podczas gdy rodziny ofiar z kopalni Wujek pogrążały się w biedzie i marazmie razem z całym Śląskiem, a robotnicy ze stoczni gdańskiej musieli stawiać czoła kolejnym zwolnieniom. To pęknięcie trwa do dziś i się pogłębia wraz z pogłębiającymi się nierównościami społecznymi.

Problematyka krzywd i rekompensat jest jedną z najbardziej skomplikowanych. Kiedy oddaje się kamienice zagrabione dekretem Bieruta zapomina się o rolnikach, którzy głodowali obciążeni tzw. dostawami obowiązkowymi. Kiedy przyznaje się ordery działaczom opozycji, zapomina się o ludziach, którzy w trudnych warunkach PRL-u ciężko pracowali, budując, jak tylko się dało, dobrobyt swojego kraju. Taką litanię można ciągnąć w nieskończoność. Kiedy myślach o tym, wydaje mi się, że jest tylko jedno wyjście: zaniechać wszelkich zwrotów i odszkodowań, skupiając się na budowaniu prawdziwie solidarnego społeczeństwa, z równym dostępem do wszystkiego. Być może gdybyśmy nie widzieli, jak NFZ dopuszcza do śmierci Kubisiowskiego, nie raziło by nas tak bardzo odszkodowanie dla Romaszewskiego. Być może gdybyśmy wiedzieli, że robotnicy stoczniowi, którzy brali udział w strajkach cieszą się się takim samym poważaniem jak były senator i mają prawo do takiej samej emerytury, uznalibyśmy pobyt w więzieniu Romaszewskiego za przyczynek do wypłacenia pewnej rekompensaty.

Liczę, że Romaszewski zostanie zapamiętany jako opozycjonista, który zmonetyzował swoje cierpienia, mimo że wolna Polska zapewniła mu najwyższe zaszczyty (fotel senatora, ordery, znaczenie). I że kiedyś tak postawa, jak jego, będzie przyczyną szerokiego potępienia. Przynajmniej tak szerokiego jak potępienie poetów za koniunkturalne wiersze.

Read Full Post »