Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for 14 września, 2012

Glosa

Dyskutowałam dziś z jedną koleżanką o „sprawie Mikołejki”. Ona stwierdziła, że „w pewnej mierze facet ma rację”. Że istnieją roszczeniowe matki, które uważają, że sam fakt urodzenia dziecka sprawia, że są kimś lepszym i że z tego tytułu należą im się specjalne przywileje. Moja koleżanka jest od ładnych paru lat matką, przez dłuższy czas była nawet matką samotną. Za tydzień rodzi swoje drugie dziecko. Przedstawiła mi liczne przypadki tak zachowujących się, w jej mniemaniu, kobiet oraz stwierdziła, że istnieje coś takiego jak „pieluszkowe zapalenie mózgu”, które sprawia, że niektóre kobiety spodziewające się dziecka i matki zawężają swój świat do dziecka. To była bardzo ciekawa dyskusja, w której stałam troszkę na gorszej pozycji, bo sama matką nie jestem i nie uśmiecha mi się występowanie z pozycji autorytetu w sprawie, na której jeśli już to znam się tylko teoretycznie. Zaczęłam więc w tej rozmowie, jakby nie było dwóch osób o wykształceniu filozoficznych, dekonstruować stanowisko Mikołejki, wskazując na jego redukcjonizm, stereotypowość i brak metody socjologicznej. Mam wrażenie, że ostatecznie żadna z nas nie przekonała drugiej, ale po drodze dokonałyśmy kilku istotnych obserwacji na temat życia społęcznego w Polsce.

Po pierwsze, że życie rodzinne w ostatnich latach wychodzi z podziemia, budząc niechęć osób, które przyzwyczaiły się, że miejsce dzieci jest poza powszechnie dostępną sferą publiczną. Stąd niechęć do obecności dzieci w restauracjach, karmienia piersią w parkach, stąd wreszcie absurdalne ataki na „idące ławą” wózkowe. Jednocześnie wychodzące z tego podziemia rodziny na wszelki wypadek jakby zawłaszczają sobie tę przestrzeń jak tylko mogą. Stąd wynika ich zdecydowane, i często pewnie obcesowe, zachowanie. Atakowanie nim zostanie się zaatakowanym krzywym spojrzeniem z powodu krzyczącego dziecka.

Po drugie, że jako społeczeństwo jesteśmy mało dla siebie nawzajem życzliwi i empatyczni. Matka pchająca wózek nie dostrzega, że blokuje chodnik, tak że trudno ją wyminąć, ale parkujący samochodem na tym chodniku nie dostrzega, że nie pozostawia miejsca dla pieszych. W autobusie rzadko kto ustępuje miejsca starszej osobie, ale często takie osoby potrafią głośno narzekać, że młodzi ludzie w ogóle śmią siedzieć, nawet jeśli zostało kilka wolnych siedzeń. Takie przykłady można mnożyć. Każdy patrzy tylko na swoje racje, które są oczywiście najistotniejsze i nawet nie próbuje zastanowić się nad tym, że może komuś przeszkadzać.

Po trzecie, bardzo powszechna jest postawa roszczeniowa. Matka z opisu Mikołejki żąda przywilejów i zasiłków, a matka z opisu mojej koleżanki żąda, by przedszkole informowało ją codziennie rano przez internet o jadłospisie na dany dzień. Wchodząc do sklepu na kilka minut przed zamknięciem, żądamy, by nas powoli i  sumiennie obsłużono, podczas gdy zmęczony po całym dniu pracy sprzedawca marzy tylko o tym, żeby sklep zamknąć i pójść do domu. Rościmy sobie prawo do dobrej obsługi w restauracji, a kelnerzy roszczą sobie prawo do wysokich napiwków. Bez wynegocjowania kompromisu żadna ze stron nigdy nie będzie zadowolona. A sztuka kompromisu znacząco podupadła w naszym kraju.

Po czwarte, polskie kobiety olewają ewentualne problemy swojego pracodawcy w związku ze zwolnieniami ciężąrnych, urlopami macierzyńskimi i częstymi zwolnieniam „na dziecko”, bo nie są w pracy traktowane po ludzku. Praca w Polsce oznacza bardzo często niepłatne nadgodziny, niskie płace, brak sensownej motywacji, nieprzyjemną atmosferę, ciągłe zagrożenie zwolnieniem. Kobiety są bardziej tym dotknięte, bo ich pozycja na rynku pracy jest gorsza niż mężczyzn. Częściej muszą godzić się na niskie pensje, wykorzystywanie, a także trudniej jest im pracę zmienić. Dlatego gdy tylko mają okazję wykorzystują swoje przywileje, traktując je jako okazję do odpoczynku od nielubianej pracy, okropnego szefostwa, napiętej atmosfery. Często jest też tak, że wiedzą, że po powrocie z macierzyńskiego/wychowawczego dostaną wypowiedzenie. Dziecko ma się na całe życie, miejsce pracy to tylko akcydens – wiadomo więc, co jest dla kobiety ważniejsze.

Tak oto dwie osoby mogły sobie sensownie podyskutować i, wychodząc z zupełnie przeciwstawnych stanowisk, dojść do sensownej analizy kilku głębszych problemów. I teraz, kiedy siedzę sobie wieczorem i rekapituluję tę rozmowę i jej wnioski, zauważam pewną jeszcze ogólniejszą przypadłość. Z tego powszechnego braku życzliwości, roszczeniowości, niechęci do innych grup społecznych wynika, że jesteśmy wyjątkowo rozbitym społeczeństwem, pełnym zapatrzonych w siebie indywidualistów, którym bardzo trudno przychodzi współdziałanie z innymi na dłuższą metę. Ale to temat wymagający jeszcze głębszego przemyślenia i na inną notkę.  Tymczasem, dobranoc…

Read Full Post »