Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for 10 kwietnia, 2012

W zatrzymaniu

Takie postświąteczne drobiazgi. Wycieczka do Grabowca, gdzie miał stać ruski zamek z XIII wieku, a była tylko góra oznaczona jako zabytek z trzema krzyżami na szczycie. Widoki piękne. Przy kościele w Skierbieszowie znajdował się grób nienarodzonego dziecka. Brakowało jeszcze tylko kamienia smoleńskiego. Przeraźliwe zimno i puste, szare pola. Krajobraz zupełnie nietypowy dla tej pory roku i nawet ja, która straciłam już ten bezpośredni kontakt z ziemią i cyklem wegetacyjnym, odczuwałam w związku z tym pewien niepokój. Za to przyleciały bociany. Pierwszy, którego zobaczyłam, leciał z szeroko rozpostartymi skrzydłami. „Będziesz dużo podróżować” – orzekła rodzina.

Rano Stasiuk w „Gazecie Wyborczej” opowiadający o Bogu, mistyce, potrzebie samotności i oddzieleniu się od stada. Ciekawe.

Wieczorem proza życia. Walczyłam z PIT-ami i jeszcze raz wygrałam z Urzędem Skarbowym. To on będzie mi płacił, nie ja jemu. Przeważyły chyba darowizny. Czyli zdecydowanie się opłaca dzielić z innymi. Zwłaszcza, że jedna trzecich tych darowizn to tylko krew. Coś, czego raczej nie zabraknie i czego ubytek szybko się wyrównuje.

Jest we mnie wyczekiwanie. Jakby zaraz miały się zmienić dekoracje, pojawić nowe wątki. Jakbym miała za chwilę otworzyć szeroko okna i wyrzucić pościel na balkon, niczym po dłuższej chorobie albo uciążliwej porze deszczowej. Decyzje same przyjdą i się rozgoszczą w salonie. Same się podejmą. Kawą, herbatą, białym winem. Chyba już tu są, na tej ulicy, niedługo nieubłaganie zadzwonią do drzwi. Obiecałam sobie przenieść punkt ciężkości z czasu na przestrzeń. Objąć szeroki świat. Ramieniem i spojrzeniem. Spojrzeć sobie w oczy i wyczytać tam ciąg dalszy tej opowieści.

 

Jeszcze o barbarzyńcach

Wiedza o tym, że jednak tu wejdą,
na tę ziemię, która nie jest nasza,
lecz i nie ich – sprawia, że zakupy,
których dokonujemy w tych dniach, są tak bardzo
tymczasowe (ćwierć chleba poproszę).

Odpada problem starców. Skończyło się grzecznie
pozdrowienie ich w sklepie, na ulicy. Koniec.
Brzydzimy się wszystkimi naszymi dawnymi
zabawami, siedzimy skupieni niezmiernie.

Czekamy. Zwierząt nie karmimy już.
Czekamy i czekamy na dzień, w którym
nasza słabość potwierdzi się i
zatryumfuje. 

M. Świetlicki

Read Full Post »