Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for 12 listopada, 2011

Serce mam po lewej stronie, ale jakoś nie potrafię złapać się na lep niezwykle medialnych haseł o „powstrzymywaniu faszyzmu”. Może dlatego, że są tak bardzo medialne. Może dlatego, że dla mnie faszyzm to nie tylko grupa silnych chłopców pod skompromitowanymi historycznie znakami. Z wierzchu wygląda to tak, że my, „lewomyślni” pod kierunkiem redaktorów czołowego liberalnego dziennika oraz coraz bardziej establiszmentowej lewicy z rogu Nowego Świata i Świętokrzyskiej, w obowiązkowym świetle kamer bratnich mediów informacyjnych, mamy „odzyskiwać” ulice i święta z rąk faszystów, fanów Romana Dmowskiego i – być może – Adolfa Hitlera, „pseudopatriotów” zafiksowanych na punkcie feministek i gejów. Tkwi w takim rozumowaniu jeden zasadniczy błąd. Kibolstwo i Młodzież Wszechpolska wcale nie zawłaszczyli tych ulic. Wręcz przeciwnie, wychodzą na nie – tak samo jak my – żeby je dla siebie „odzyskać”.

Kto według uczestników Marszu Niepodległości zabrał im ulice? „Cywilizacja śmierci”, „światowe lewactwo”, może nawet „żydokomuna” geje, feministki czy inni cykliści. To nie jest odosobniony dyskurs brunatnych grupek, lecz uprawomocniony nurt polskich gazet, posłów ze wszystkich partii, wreszcie szerokich mas w internecie, wśród nich jest mnóstwo dobrze ubranych, łagodnych ludzi, którzy nigdy w życiu nie mieli na twarzy kominarki, a w rękach racy.

Na ulicy Marszałkowskiej w Warszawie stanęli naprzeciwko siebie ludzie, którzy nie czują się właścicielami ulic i koniecznie chcą je „odzyskać”, wroga upatrując w przeciwnej stronie barykady. Każda z tych stron miała inny pomysł na wyrażenie swoich potrzeb. Marsz Niepodległości zamienił się w regularną bitwę z policją, podczas gdy po drugiej stronie dominowała „kolorowość” i „odświętność”, którą starały się złamać faszystowskie bojówki (doniesienia są sprzeczne – jedni twierdzą, że im się to udało, inni, że nie). Przyglądali im się prawdziwi „właściciele” ulic: witryny banków, kolorowe billboardy, modne kawiarnie. Plus zaaferowani reporterzy w swoich wypasionych wozach transmisyjnych, pokorni słudzy na pierwszej linii. I tym ostatnim się szczególnie dostało.

Wydaje mi się, że chodzi o gniew. Kanalizowany przez odpowiednie siły. Gniew silnych chłopaków wykorzystywany przez skrajne formacje i gniew „lewomyślnych” skierowany umiejętnie na „faszystów” i Dmowskiego. Walka symboli, w której nie ma i nie może być zwycięzców. W takich bitwach zawsze wygrywają służby porządkowe, a tracą zwykli ludzie, którzy mają nieszczęście w miejscu starć mieszkać, pracować, prowadzić interesy czy zwyczajnie przechodzić. Gniew brunatnych został na moment rozładowany. Frustracja lewomyślnych zrekompensowana moralnym zwycięstwem na Marszałkowskiej. Jak długo uda się w ten sposób zarządzać tymi niszczącymi emocjami, nie rozwiązując ich prawdziwych przyczyn?

Read Full Post »