Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for 14 września, 2011

Zajrzałam sobie dziś na wydział do Ryjka2, gdzie trwają przygotowania do międzynarodowej konferencji. Ryjek w prawdziwym szale ustawiania stołów, standów, zawieszania strzałek itp. odmówił udania się na wspólny lunch. Za to otrzymałam lekcję poglądową na temat kondycji polskiego uniwersytetu. Dwaj doktorzy i trzy doktorantki biegali ze stołami, śrubokrętami i krzesłami w ogólnym bałaganie po-rekrutacyjnym i przed-remontowym tego piętra. Zażartowałam z nowych zadań polskich naukowców na co Ryjek odrzekł: „Najwięcej do powiedzenia mają magistrzy, a najwięcej robią doktorzy”. Przez moment pomyślałam, że może pani z mopem, którą minęłam na dole to była sama pani profesor, kierowniczka zakładu przygotowującego ową konferencję, co dopełniłoby karnawalizacji tej sytuacji. A może wystarczyła do tego kartka na drzwiach balkonowych obok sali konferencyjnej, na której administracyjna ręka (bo już nie komputer) napisała: „Wyjście na taras zostało zamknięte z powodu opadającego tynku”. Muszę przypomnieć Ryjkowi, żeby przygotowali wersję angielską dla uczestników tej międzynarodowej konferencji! Gdy tak podziwiałam ogólny bałagan, do grupki pracujących podszedł inny doktor z zakładu z pytaniem: „Co zrobić z zasłonami, w których są dziury?”. Nie rozsuwać – było chyba najrozsądniejszą odpowiedzią. Przy czym dowiedziałam się, że reprezentacyjna sala konferencyjna tego budynku ma nie tylko dziurawe zasłony materiałowe, ale także „rolety w strzępach, których nie ma sensu w ogóle ruszać, bo się jeszcze rozsypią”. Ogólnie bardzo miło i ładnie. A – byłabym zapomniała – sąsiedni budynek przechodzi właśnie remont elewacji i dojście do wydziału z jednej strony zostało bardzo skomplikowane, prowadzi zresztą przez jakieś podwórka. Zresztą wcale nie jest powiedziane, że jutro nie zacznie się remont kondygnacji, na której też jutro zaczyna się konferencja. Bardzo się na to upiera dyrektor administracyjny budynku, wywołując u wszystkich zgrzytanie zębów. Ta sama osoba jakis czas temu w ramach cięć ustaliła koniec codziennej pracy ekipy sprzątającej na godzinę 15.00. W efekcie sprzątania nie mogły się doczekać pokoje, w których „urzędują” pracownicy naukowi. Z tego prostego względu, że w przeciwieństwie do administracji kończą oni pracę raczej po 15.00. W końcu okna umyli i kurze powycierali sami doktorzy i magistrzy. Wprawdzie żadna praca nie hańbi i pewnie zdrowo czasem podnieść się znad książek i trochę pogimnastykować, ale chyba nie za to płaci im uniwersytet?

Dopóki to się nie zmieni. Dopóki miejsca odbywania się konferencji nie będą przygotowywać pracownicy techniczni i administracyjni, tylko ci, którzy za moment będą wygłaszać na niej referaty. Dopóki nie zapewni się naukowcom stabilnych biurek i działających komputerów i tych czystych okien. Dopóki laboratorium na zajęcia nie zostanie wyposażone z pieniędzy wydziału, a nie ze zrzutów z grantów pracowników (które przecież przeznaczone są na badania, a nie na sfinansowanie praktycznych zajęć ze studentami wpisanych w plan studiów). Dopóki… [tu wpisz inne absurdy związane z zarządzaniem poszczególnymi jednostkami uniwersyteckimi], dopóty wszystkie reformy ministerstwa to są tylko kosmetyczne zmiany, takie tam przelewanie z pustego w próżne czy zmienianie nazw i definicji. W polscej nauce, jak w wielu innych dziedzinach naszego życia społecznego, potrzebna jest gruntowna rewolucja, przewartościowanie wszystkich aspektów tej działalności. Głębokie zastanowienie się, po co to wszystko się robi.

Nie mogę się oprzeć, żeby w tym miejscu nie przypomnieć:
http://pawianprzydrodze.wordpress.com/2011/06/18/kupujemy-owce-czyli-systemy-ulatwiajace-prace/

Read Full Post »