Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for 12 czerwca, 2011

Nocne lektury

Tak sobie wyjęłam z półki w dziale „Niemcy” (DD) w BUW-ie i nie przypuszczałam, że czytanie jej pochłonie mi pół kolejnej nocy. Książka niedookreślonego gatunku. Spisany po latach reportaż z lekkim beletrystycznym sztafażem. „Der Tunnel in die Freiheit” Ellen Sesty. Historia, w którą trudno mi uwierzyć, ale która wydarzyła się naprawdę. 14 września 1962 29 berlińczyków ze Wschodu przedostało się do Berlina Zachodniego tunelem wykopanym przez brygadę złożoną w przeważającej mierze ze studentów a zainicjowaną przez dwóch Włochów. Przez ponad 4 miesiące pracowali dniami i nocami, przekopując się z piwnicy budynku na Bernauer Strasse (strona zachodnia) do piwnicy budynku przy Schoenholzer Strasse (w linii na wpół opuszczonych kamienic tuż za murem w Berlinie Wschodnim). Mimo trudnej sytuacji politycznej, którą ta książka dość wyraźnie nakreśla, grupie udało się pozyskać licznych zaangażowanych współpracowników, uniknąć częstej przy tego typu działaniach wpadki w sidła Stasi, zyskać pomóc nieokreślonych bliżej służb Niemiec Zachodnich, wymóc na szefie wodociągów odcięcie wody w momencie, gdy trudna do zlokalizowania awaria kanalizacji zalewała im tunel i wreszcie pozyskać finansowanie prac od telewizji NBC, która w zamian dostała naturalistyczne ujęcia z budowy tunelu oraz relację z pierwszej ręki z ucieczki. Nawet zakończenie całej historii – po udanej ucieczce tunel zostaje zatopiony z powodu kolejnej awarii kanalizacyjnej i nie może być już więcej używany – jest bliższe stylistyce filmów hollywoodzkich niż prawdziwemu życiu. Do tego nienachalny wątek miłosny, prawdziwa męska przyjaźń oraz mrożące krew w żyłach zwroty akcji. Ja się naprawdę dziwię, że nikt tego do tej pory nie zekranizował!

Obok głównego wątku w książce pojawiają się przekonująco narysowane sytuacje z życia podzielonego miasta. Realia gospodarcze, polityczne. Losy jednostek i całych grup. Codzienne absurdy funkcjonowania metropolii, której dwie części znalazły się we wrogich obozach. Na berlińskim Nordbanhof obejrzałam wystawę o tym, że przez zamurowany sektor jeździło metro pełne mieszkańców Berlina Zachodniego, którzy w swojej drodze do i z pracy patrzyli na puste stacje z uzbrojonymi żołnierzami NRD na peronach. O ludziach, którzy decydowali się na ucieczkę, wykorzystując tunele miejskiej kolejki i kanały. Obok, na Bernauer Strasse zobaczyłam, jaki cień rzucał mur na część zachodnią, nieoddzieloną od niego pasem ziemi niczyjej i patrolami z kałasznikowami w ręku. To właśnie tam – jak zresztą i w innych miejscach Berlina – przed długi czas granica między sektorami przebiegała po ścianach szczytowych kamienic albo wręcz przez ich podwórka. A potem powstał mur. Teraz jest tam strefa upamiętniająca tamte czasy.

Pamięć o podzielonym Berlinie to nie tylko worki z piaskiem przy Checkpoint Charlie i tablica z napisem „You are leaving American Sector”, pod którym należy strzelić sobie obowiązkową fotkę (też mam taką). Pamięć o Berlinie z lat 1961-1989 składa się także z miejsc po tunelach, przez które uciekano (nie zawsze z sukcesem), miejsc upamiętniających osoby zastrzelone przez pograniczników, z przytłaczającej chwilami świadomości, że miliony ludzi żyły obok siebie, nie mogąc się ze sobą w żaden sposób skontaktować – bliscy i dalecy zarazem. Żyli w tych nienormalnych warunkach, próbując wieść normalne życie – pracując, studiując, robiąc zakupy, chodząc na msze i do knajp. W poczuciu, że ich los przypieczętowały jakieś zupełnie zewnętrzne siły.

Może dlatego Berlin jest tak fascynującym miastem, bo ciągle jeszcze wypuszcza ze swoich trzewi pamięć o tych nienormalnych czasach? Mogli sobie zabudować Potsdamer Platz błyszczącymi wieżowcami w fontannami na dziedzińcach, ale na Bernauer Strasse odsłonięta ziemia jeszcze tętni dawnymi nadziejami na lepsze życie za murem. Jeszcze nie przebrzmiała groza tamtych czasów. Ostatni berliński uciekinier został zastrzelony w październiku 1989 roku.

Read Full Post »