Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for 17 Maj, 2010

Jednym z natychmiastowych efektów niedzielnego masażu hawajskiego była zadziwiająca gotowość do wyrażania uczuć i wypowiadania myśli. Lęk przed sytuacjami społecznymi minął i można było rozciągnąć się we świecie, bez obawy, że nagle koniuszkami palców dotknie się terytorium Innego. Inny był przecież zawsze przedmiotem mojego zainteresowania, tylko w dość przewrotny sposób. Od strony naukowej, powiedziałabym. Dlatego wieczorem, gdy przeglądałam swoje półki w poszukiwaniu książki, którą chcę przeczytać, (pominąwszy zupełnie te bibloskupiska na biurku, parapecie i przy łóżku – amorficzne, przykurzone lekko stwory pełne własnych opowieści), mój wybór padł na „Strach” Grossa. Nie zwracając uwagi na wstęp Woźniakowskiego (wysokonakładowe książki o tematyce okołożydowskiej mają zawsze podobny zestaw komentatorów, którzy niosą kaganek oświaty, tłumacząc polskiemu czytelnikowi, że ma do czynienia z książką ważną, trudną, przejmującą, ale żeby się nie załamywał ją czytając, bo to i tamto i siamto, i tyle pozytywnych przykładów, przeczących stawianym tezom i uniwersalizm losu ludzkiego i wiele jeszcze górnolotnych słów, a ja zawsze czuję się zażenowana tym tłumaczeniem), wciągnęłam się w te przerażające świadectwa. Tym mocniej, że często się odnoszą do miejsc z moich rodzinnych okolic. Możesz czytać sobie o hiszpańskiej wojnie domowej i zastanawiać się, skąd w ludziach tyle okrucieństwa, zupełnie na dystans. Ale kiedy czytasz o eksterminacji gett Lubelszczyzny i rzeziach na Wołyniu, musisz już pytać, skąd w nas tyle okrucieństwa, bo dziadek, stryjek, kuzyn policjant, starsi bracia babci w AK, młodszy w akcji „Wisła”. Ostatnia osoba, z którą mogłabyś o tym porozmawiać ma 83 lata i czujesz strach w sześćdziesiątą piątą rocznicę zakończenia wojny przed zapytaniem o cokolwiek. Chociaż to bardzo ważne, a Pamięć jest obok Innego przedmiotem mojego zainteresowania.

Read Full Post »