Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for 14 kwietnia, 2010

W cieniu znicza

Na początek nie mogłam uwierzyć. Przecież poważna strona informacyjna nie zrobiłaby takiego dowcipu, nawet w prima aprilis, ale i tak nie mogłam uwierzyć przez pierwsze minuty. Przez cały dzień miałam dziwne poczucie absurdu. Bo jak to możliwe? Za jednym zamachem zginął prezydent, jego żona, wicemarszałkowie Sejmu i Senatu, czołowi politycy różnych partii, dowódcy wojskowi, były prezydent RP na uchodźctwie, prezes NBP, prezes PKOl, szef IPN, rzecznik praw obywatelskich. Niezwykła hekatomba.

Zastanawiające, że prawie każde środowisko straciło kogoś znaczącego dla siebie. Każda licząca się obecnie partia polityczna miała swoich przedstawicieli na pokładzie. Lewica straciła kandydata na prezydenta i jego szefową sztabu. Feministki Jarugę-Nowacką. Dziennikarze Krystynę Bochenek, Żoliborz księdza Indrzejczyka, zwolennicy lustracji (oraz niezależnie historycy) Janusza Kurtykę, ekonomiści Sławomira Skrzypka, sportowcy Piotra Nurowskiego, różne środowiska dawnej opozycji Annę Walentynowicz, Arkadiusza Rybickiego czy Macieja Płażyńskiego, kościoły i wojsko swoich członków i dowódców, ba nawet Warszawska Spółdzielnia Mieszkaniowa – „Żoliborz Centralny” wspomina w dwóch wywieszonych na klatkach nekrologach o swoich członkach, którzy ponieśli śmierć w prezydenckim samolocie. To jest naprawdę ogólnonarodowa tragedia. 

Nagła, okrutna dekapitacja państwa. Niezależnie od wcześniejszego stosunku do „najbardziej nielubianego” prezydenta, tłumy wylegają na ulice, siadają przed telewizorami, dyskutują, płaczą, szukają spisków, zastanawiają się co dalej, starają się zrozumieć i wyjaśnić innym swoje uczucia. Jak to jest? Dlaczego tutaj w Polsce tak masochistycznie lubujemy się w tragediach, w zapalaniu światełek, w powiewaniu sztandarem narodowym. Być może rację ma Krzysztof Nawratek, gdy pisze na swoim blogu: Polacy nie zbudowali instytucji, którym mogliby zaufać, nie zbudowali wspólnoty. Ponieważ jednak ludzie są istotami społecznymi, potrzeba dzielenia emocji, potrzeba „bycia razem” od czasu do czasu się ujawnia. Wystarczy tylko impuls – najlepiej jakaś tragedia. Brak wspólnoty sprawia, że chętnie się „jednoczymy w obliczu tragedii”. Czemu dzielnie sekundują media, lubujące się w prostych schematach i wzruszających historiach. Ale to „zjednoczenie” knebluje nam usta, zabrania myśleć i odczuwać inaczej niż tłum. Zabrania stawiać niewygodne pytania. Oraz udzielać swobodnych na nie odpowiedzi.

Prezydent i jego małżonka, ich otoczenie od szefa kancelarii po BOR-owców, przedstawiciele parlamentu, wojska i stowarzyszeń związanych z rodzinami katyńskimi lecieli do Smoleńska z racji swojej działalności. Jeszcze można jakoś wytłumaczyć obecność szefa IPN (może strona rosyjska chciała przekazać jakieś dokumenty nt. zbrodni katyńskiej). Czego jednak w Katyniu szukali prezes NBP, prezes Komitetu Olimpijskiego, rzecznik praw obywatelskich, Anna Walentynowicz, przedstawiele samorządu adwokackiego? Rację mają niektórzy komentatorzy, zwracający uwagę na nadmierną ważność polityki historycznej i swoisty pęd pewnych ludzi i środowisk do pokazywania się w określonych konfiguracjach i określonych miejscach o określonym czasie. To była jedna z takich okazji. A grono w dużej mierze celowo dobrane. Obecność Sławomira Skrzypka, chociaż niezwiązanego z tematyką katyńską, miała też służyć pokazaniu proprezydenckiego stronnictwa w pełnej krasie i jedności. A szef PKOl? Czy to był dla niego ciekawy i politycznie obiecujący wyjazd na koszt podatnika? Czym politycznie miała być dla prezydenta jego obecność na pokładzie?

Właśnie te kwestie zajmowaly mnie w pierwszych dnaich żałoby. Podobnie jak pytania o dalekosiężne efekty katastrofy. Kwestia wyborów prezydenckich, funkcjonowania państwa, przetasowań na scenie politycznej, będących bezpośrednim następstwem śmierci tak wielu jej aktorów i żałoby tych, którzy pozostali. Media mainstreamowe starają się narzucić pewną poprawność polityczną, zmienić to wydarzenie w „drugiego papieża”, a pod przykrywką „zjednoczenia narodowego” upchnąć wszelkie niewygodne pytania o przeszłość i teraźniejszość. No i o czywiście o przyszłość, o zmiany, jakich możemy doświadczyć. Także w nich samych, w wielkich telewizjach, czołowych gazetach, które czasami w bardzo niesmaczny sposób naśmiewały się z głowy państwa, a teraz pokazują go jako patriotę i w gruncie rzeczy sympatycznego człowieka. Jeszcze chcą organizować rząd dusz widoczny w tłumie na ich zdjęciach i ekranach. Ale to nie takie proste, bo tłum, któremu narzuca się sposób przeżywania obecnych wydarzeń, z czasem się znudzi, a nawet zbuntuje. Już słychać w nim teorie spiskowe, już się biadoli nad nadchodzącym uciskiem „liberała”, przed którym miał dotąd bronić zmarły tragicznie prezydent. Już powstają kolejne czarne legendy i mity. To naturalny sprzeciw wobec uładzonej dostojności, sprawnego PR-u, których się w Polsce raczej nie lubi. Zaczynają się jednocześnie wyłaniać nowe elementy cierpiętniczej polityki historycznej. Ale o tym pewnie następnym razem.

Read Full Post »