Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for 12 lutego, 2009

Film Zelenki „Bracia Karamazow” cieszy się moim zdaniem zasłużoną popularnością. Początkowo myślałam, że to polska inteligencka skłonność do wielbienia czeskiego filmu połączona z faktem, że jego akcja dzieje się w Nowej Hucie, sprawia, że jest o nim głośno. Ale kiedy po wczorajszym seansie zobaczyłam tłumy czekające na następny, wiedziałam, że czeka ich prawdziwa kinowa uczta.

Bo ten film jest w gruncie rzeczy prosty i w tej prostocie zarazem genialny. Zaczyna się leniwie od niewybrednych gagów czeskich aktorów, którzy grają… czeskich aktorów i polsko-czeskich nieporozumień językowych. A także kulturowych. Ale potem jest tylko lepiej. Zagrane z wielką werwą i talentem przedstawienie „Braci Karamazow”, a raczej tylko próba generalna przed właściwym przedstawieniem, przeplata się z ludzką „prawdziwą” tragedią. Wszystko w fabrycznej, obskurnej, ale zarazem fascynującej scenerii.

Zestawienie rozbuchanego dramatyzmu powieści Dostojewskiego ze spokojnym, z pozoru przynajmniej, znoszeniem przeciwności losu – i tych mniejszych i tych wielkich – broni się znakomicie. Podobnie jak splątanie akcji sztuki z życiem codziennym. Dostojewski zadaje swoje górnolotne pytania i stawia „przeklęte problemy”, a tuż obok zwyczajne życie je ilustruje. Wielką zaletą filmu jest to, że to zestawienie i splątanie jest nienachalne, wręcz naturalne, podane z legendarnym już czeskim dystansem, ale wcale nie kpiarsko.

Czeski teatr i polska rzeczywistość to kolejna para pozornych przeciwieństw, które w tym filmie idealnie współgrają. Ivan Trojan, który gra Ivana Trojana, który występuje w roli Fiodora Karamazowa (swoją drogą jest w niej niesamowity!) udaje, że nie wie, kto to jest Wałęsa. A w jednej ze scen sztuki, gdy ma plunąć na ikonę, dostaje w ręce portret Jana Pawła II. Pełne napięcia wahanie i w końcu splunięcie jest udawane i wykonane z zażenowaniem, które rozbija kulminację oryginalnej sceny. Ale nadaje dodatkowy sens scenie filmowej. Zadziwiające, jak dobrze zagrał Zelenka na polskich emocjach. Jak świetnie wykorzystał symbolikę historii Nowej Huty. Z wyczuciem i talentem niespotykanym w żadnym polskim filmie zahaczającym o tematykę martyrologiczną.

Tematem tego filmu jest tak naprawdę aktualność sztuki. A osadzenie jej w ponurych halach huty ma pokazać kolejny kontrast. Dwa różne światy – przemysłowy pragmatyzm i teatralne uduchowienie też się zgrabnie przeplatają. Aktorzy mają swoje ludzkie problemy, a niepozorny pracownik huty przeżywa dramat rodem z Dostojewskiego. Ale to oni w scenach swego przedstawienia odgrywają jego emocje. Ten sam pracownik pokazując aktorowi miejsce, gdzie „hartuje się stal”, mówi, że to jest piekło. Fizyczne, ale zapewne porównywalne z tym duchowym. Pozornie nieistotna scena próby dwojga młodych baletmistrzów na tle hutniczych wnętrz swym pięknem wyciska łzy z oczu. Sztuka jest rzeczywistością i rzeczywistość jest pełna sztuki. Żartobliwie ilustruje tę tezę klamra filmu – informacja o tym, że niemieccy literaturoznawcy zaprosili na konferencję naukową prawnuka Dostojewskiego, bo był on dla nich symbolem rosyjskiej literatury. Tenże prawnuk pisarza myślał tylko o tym, żeby sobie za honorarium konferencyjne sprowadzić mercedesa benza. Na poważnie zaś widzimy to, gdy okazuje się, że uduchowiony Alosza Karamazow jest grany przez dość nieczułego aktora, a okrutna Gruszeńka pokazuje nam swoje prywatne oblicze wrażliwej kobiety. No i Ivan Trojan w cywilu kompletnie nie jest tak demoniczny, jak grana przez niego postać. 

Na koniec łyżka dziecu do tej beczki miodu. Akcja filmu prowadzona jest doskonale, napięcie narasta z każdą sceną, dramatyzm odgrywanej sztuki także, a teatr coraz bardziej splata się z rzeczywistością. I tylko sama ostatnia scena się według mnie nie broni. Jest zbyt dosłowna, zbyt sztampowa i kompletnie nie wynika z wcześniejszych. Trochę tutaj Zelenka pojechał za daleko, choć może w swoim projekcie artystycznym widział tego uzasadnienie. Ja go nie widzę i dlatego wyszłam z kina nieco zbita z tropu. Bez spodziewanego przez cały seans katarhis. A szkoda.

Za to Ryjek2 powiedziała, że ma teraz wielką ochotę przeczytać „Braci Karamazow”. Bo sama akcja powieści została w tym filmie apetycznie zarysowana. I to także uważam za jego wielki plus.

Read Full Post »